TRUDNE PYTANIE…

Moja bardzo dobra koleżanka, dziś zapytała „czy robiłam badania prenatalne, jak byłam w ciąży?”. Oczywiście odpowiedziałam przecząco, ponieważ nie byłam w grupie „ryzyka”, więc lekarz nawet nie zaproponował takich badań. Ale ja się bardzo z tego cieszę, że nie wiedziałam wcześniej.

Dlaczego? Ponieważ bardzo bym się o maleństwo martwiła. Przeszukałabym zasoby Internetu i byłabym kłębkiem nerwów, bo przecież z zd wiąże się cała masa wad towarzyszących. Bałabym się o stasiowe serduszko, o jego brzuszek, główkę, rączki, nóżki i o każdy milimetr jego delikatnego ciałka. Bałabym się, że mogłabym mu bardziej zaszkodzić. Więc byłabym znerwicowaną mamusią.

Ale nigdy bym nie poddała się aborcji – wiem teraz są ładniejsze określenia, ale nie ma miejsca na obłudę, więc będę rzeczy nazywała po imieniu.

Jednak, nie oceniam tych kobiet, które decydują się na przerwanie ciąży. Ja mam to szczęście, że jestem wierząca (może z praktyką nie jest ok, ale wierzę i nie zabijam). Mam kochanego męża, o którym wiedziałam, ze by mnie nie zostawił, nawet by mnie nie zmuszał do aborcji. Mam też dużą rodzinę i wielu przyjaciół – takich prawdziwych, co to wsparli mnie dobrym słowem, pomogli na swój sposób.

Ale co, gdy przyszła matka ma „naście” lat? Zaszła w ciąże nie z miłości, a po jednorazowej przygodzie. Co wówczas? Jak się ma zachować, gdy lekarz jej mówi, że dziecko może mieć np. zespół downa? Co taka kobieta ma zrobić.

Ja mówię, że zespół downa nie jest niczym strasznym, że takie dziecko nie wymaga ode mnie wyrzeczeń, że kocham Stasia ponad wszystko i łza się kręci, jak myślę że Stasia mogłoby nie być…. Ah… aż serce się łamie.

WILK GŁUPI NIE JEST…

Niestety wilk usłyszał i został wywołany z lasu.

Właśnie pakujemy się do szpitala – zapalenie oskrzeli 🙁

trzymajcie kciuki, byśmy w poniedziałek wyszli.

Miłego weekendu!

PRZYPLĄTAŁO SIĘ „DIABELSTWO”…

Wszystko niby już dobrze, piszę niby – bo mam średnie zaufanie, do lekarki która powiedziała: dlaczego Wy w ogóle zostaliście wysłani do szpitala? Z czym, z gorączką? Na to się nie umiera…. no zesz…. najlepiej, jakbym z umierającym dzieckiem do szpitala dopiero przyszła??

Dziwna lekarka, na szczęście pojawiła się dopiero dziś, więc nie miała szans by nas z kwitkiem odesłać ze szpitala, już w piątek. Ale niestety, udało jej się dziś – a mianowicie, powoli się pakujemy i zaraz do domku.

Niestety mam mieszane uczucia: bo Staś w czwartek miał goraczkę i osłuchowo miał zmiany. W piątek gorączka się utrzymywała, zmiany były wyczuwalne. To samo w sobotę. Ale wczoraj (w niedzielę) pojawił się kaszel, którego wcześniej nie było. Jest to „diabelstwo” bardzo męczące, ale zdaniem „dziwnej” lekarki, Staś jest zdrowy, a że kaszle, to tylko dobry objaw.

Na szczęście antybiotyk dostaliśmy i może rzeczywiście choróbsko pójdzie w siną dal.

Oczywiście, pani doktor nie dała mi zwolnienia, tylko wypis i skierowała do naszego pediatry (bo ona nie będzie się ponownie logować do systemu). Przecież, to do niej należy, by wypisywać takie rzeczy… wrrrr..

Pediatra Stasiowa, ma dziś dyżur w szpitalu i powiedziała, że bez problemu „papierkową robotę” dla nas zrobi, razem z ponownym wydrukowaniem karty informacyjnej.

Jak wrócimy, to napiszę coś więcej.

pozdrawiamy..

——

P.S. polecam najnowszy „Przekrój” są dwa „ludzkie” artykuły o ZD – miło się czytało 🙂

ENDOKRYNOLOG – „JAK SIĘ TO JE?”

ENDOKRYNOLOG – „JAK SIĘ TO JE?”
Relacja z wczorajszej (poniedziałkowej) wizyty u p. dr endokrynolog, już za chwil parę. Teraz Staś okupuje komputer 🙂 Pozdrawiamy!

Staś zasnął już , więc spokojnie mogę napisać, jak przebiegła nasza pierwsza wizyta w Centrum Medycznym, do którego Stasia zapisałam.

Pani doktor, okazała się bardzo miłą osobą. Staś oczywiście strzelił focha, a więc stwierdził, że nie jest zainteresowany, jakimkolwiek badaniem. Na znak protestu położył się na podłodze i oglądał z bliska plamki, znaczki na wykładzinie.

W tym czasie, ja odpowiedziałam na wiele pytań dotyczących Stasia – czułam się, jak na Przesłuchaniu (z Jandą w roli głównej hihi). Z wywiadu, pani Beata wywnioskowała, że badania szpitalne na tsh, są 100% błędne – być może w wyniku podawanych sterydów i adrenaliny. Z badań wynikało, że Staś ma dużą niedoczynność tarczycy, a on jest drobnym chłopcem, który potrafi zjeść „konia z kopytami”. Skóra i włosy ma ok, tzn. nie są wysuszone, a całkiem normalne i to też panią bardzo zdziwiło. 🙂

Po rozmowie, Staś dał się pani doktor zbadać. Podobało mi się, to że Staś był traktowany jak zdrowe dziecko, nawet odpowiedział na kilka pytań – oczywiście foch jeszcze go trzymał, więc prawie na wszystko padła odpowiedź „Nieeeee”.

Kolejna wizyta za dwa tygodnie i mamy do wykonania szereg badań:

  • biochemia: wapń, fosfor, IgA, wit D;
  • hormony: TSH, fT3, fT4;
  • immunologia: p.ciała ATG, IgA, ATPO.
  • a także usg tarczycy

Poza tymi badaniami, w najbliższym czasie (przed turnusem) musimy zaliczyć:

  • kardiologa – echo serduszka (Staś, jak się urodził, to miał otwór owalny – musimy go skontrolować);
  • okulistę;
  • ortopedę;
  • przypomnieć o sobie genetykowi (może się za Stasiem stęsknił).

Czeka mnie lektura i szukanie po internecie, wszystkiego na temat niedoczynności tarczycy, bo mam bardzo małą wiedzę na ten temat. Zdobywając wiedzę, zaspokajając ciekawość nakręcę się i będę się stresowała.

Ale oczywiście Staś będzie zdrowy i wszystkie wyniki wyjdą mu super – nie ma innej opcji (jakby, to powiedziała moja p. kierownik 🙂  ).

MAMELA

Ta­de­usz Woź­niak i Jo­lan­ta Maj­chrzak-Woź­niak są ro­dzi­ca­mi Fi­li­pa z ze­spo­łem Downa. Na­gra­li pio­sen­kę „Ma­me­la”, którą chcą zwró­cić uwagę nie tylko na pro­blem osób z ze­spo­łem Downa, ale osób nie­peł­no­spraw­nych w ogóle. (za: kobieta.onet.pl)

Dobrze, że są ludzie, którzy otwarcie mówią o zespole Downa. Wiele się zmieniło przez ostatnie lata i mam nadzieję, że te zmiany będą trwać i trwać. Po to, by Staś miał szanse na normalne życie – nie chcę by ktoś Go wytykał palcami, by się z niego wyśmiewano.

W sumie boję się, tak przyznam się szczerze, boję się tej całej NIETOLERANCJI – ale jednocześnie wierzę, że Polacy przestaną się bać niepełnosprawności intelektualnej.

Kilka dni temu przyśniło mi się, że Stasiowi stało się coś złego (bardzo, bardzo złego), co spowodowało, że już Go nie było. To był najgorszy koszmar, jaki mi się kiedykolwiek przyśnił. Obudziłam się tak przerażona, że do dziś na samą myśl trzęsą mi się ręce.

Kocham tego trzylatka bardzo i zrobię wszystko by żyło mu się jak najlepiej. A dzięki takim ludziom, jak Rodzice Filipa, mam szansę by tego dokonać.

Utwór: Mamela
Wykonawca: Zespół Dauna
Słowa i Muzyka: Tadeusz Woźniak