GÓRA ŚW. ANNY

TURNUS – GÓRA ŚW. ANNY – IX/X 2013

Dziś dostałam kilkanaście/kilkadziesiąt zdjęć podsumujących turnus – i powiem szczerze, z ręką na sercu – było warto – oj jak ja się myliłam pierwszego dnia. Bałam się, że mnie i Stasia, to wszystko przerośnie.

Dlaczego? Ponieważ Staś w grupie nie umie pracować, on nie odpuści, dla niego musi być tak jak ON chce, ale o dziwo, po pierwszych dniach buntu, zaczął współpracować.

Fakt, starał się, chodzić swoimi ścieżkami, ale z dnia na dzień, był bardziej cierpliwy.

Co ważne, daje mi się codziennie masować, bez wrzasku, krzyku, bicia itp. Wiem, wiem – jakim cudem ten aniołek, może być agresywny? Oj wierzcie mi – potrafi – ale … jest taki w stosunku do mnie i wówczas, gdy nie jesteśmy sami. Myślę, że jakoś odreagować musi, to że nie jest w centrum uwagi.

Dziś Mai pokazywał, jak się ćwiczy język – oczywiście Maja podłapała raz dwa – i teraz oboje biegają po pokoju z wysuniętym językiem. Odruchowo krzyknęłam do Mai – „krowa ma dłuższy  i się nie chwali” co skomentowała „Ale Mamo, my ze Stasiem ćwiczymy!”

Urocze maluchy.

Pozdrawiam wszystkich w ten jesienny poranek – no może już południe.

Jesteśmy ze Stasiem na turnusie w miejscowości urodziwej, na skraju parku krajobrazowego i na szczycie skalistej góry. Znajduje się tu Dom Pielgrzyma, ktorym opiekują się ojcowie Franciszkanie, braciszkowie zresztą też. Góra Świętej Anny, jest uroczym miejscem – aż sama się sobie dziwię, że mogło mnie coś tak zauroczyć.

Myślę, że znajdujące się tu budowle, Bazylika, kościółki, kapliczki i Bóg wie co jeszcze, nieźle wpasowały by się w książki Dana Browna – ot takie skojarzenie – po przeczytaniu kilkudziesięciu stron nowej powieści autora Kodu Leonarda DaVinci  – Inferno.

A co my tu robimy, jesteśmy na turnusie, pierwszy dzień za nami, a jeszcze cztery przed. Wszystko jest dla nas nowe – nie tylko dla Stasia, co i dla mnie. Dużo zajęć grupowych, co nas stresuje okropnie. Ale nie ma wyjścia, musimy się integrować, tańczyć, śpiewać, ćwiczyć, relaksować się w grupie. Poznając tym samym siebie samych, a także podpatrując inne dzieci i ich Mamy 😉

Jest nas w sumie 20 osób – tzn. dziesięcioro dzieci w róznym wieku (90% to dzieci z zd) i oczywiście każde maleństwo ma ze sobą swojego Anioła Stróża.  Dzieci są w różnym wieku, Staś jest jednym z najmłodszych, najmłodsza jest Zuzia – słodka dziewczynka, a jaka drobniotka i krucha – a najstarszy jest Tomek – już nastolatek, z dużym poczuciem humoru.

Staś ma również zajęcia indywidualne – pół godziny terapii indywiduwalnej i pół godziny arteterapii (z dziewięcioletnim Andrzejem – jasnowłosy blondynek o cudownym usmiechu – taka radość z niego bije). Te zajęcia Stasiowi podobają się najbardziej, ponieważ jest mało dzieci, które go onieśmielają.

Na zajęciach grupowych, mały jest uśmiechnięty od ucha do ucha, jedynie na ostatnich dał wczoraj czadu – miał się relaksować, a płakał podczas gdy inne dzieci grzecznie leżały i poddawały się masażom. On miał inne plany – jednak nie ma co – musiał skapitulować i poddać się relaksowi – ostatnie 5 minut – patrząc na mnie z wyrzutami leżał u pani terapeutki na kolanach, obrażony na cały świat – humorki pokazuje – co tylko świadczy, że się dobrze rozwija psychicznie i potrafi dostosować humor do sytuacji.