2010

JAKI BYŁ ROK 2010

Hmm siedzę i myślę, co mogłabym napisać.

Ogólnie patrzę na męża i dzieci i jestem szczęśliwa. Tak właśnie – pokój wygląda, jakby tornado przez niego przeszło, ale dzieci bawią się na podłodze, z kuchni zalatuje zapach pieczonego się keksa, mąż ogląda coś w telewizji, a ja myślę.

Jaki był ten miniony rok? Był pewny niespodzianek.

Staś urodził się po terminie z dodatkowym chromosomem, ale urodził się zdrowy i to się liczyło, owszem były łzy, ale dziś na to patrzę inaczej.

Bałam się, że sobie nie poradzę, ale okazało się, że nie ma z czym sobie radzić, owszem są rehabilitacje, ale nie są one takie straszne jak przypuszczałam. Są wizyty u specjalistów, ale i one nie są tak uciążliwe, jak wydawało się, że będą. Niedosłuch Stasia mnie lekko przeraża, bo nadal nie wiem na czym stoimy, lekarz nie uważa, że jest cokolwiek by wyjaśniać – temu panu chyba powiem „dziękuję” i zmienimy specjalistę.

A co do reszty, zawodowo nam się układa, prywatnie też jest dobrze. Z mężem jesteśmy już 10 lat i nadal się kochamy. Staś nauczył nas innego patrzenia na świat, staliśmy się lepszymi ludźmi i bardziej kochającymi nasze dzieci.

Statystykę psuje moja wizyta w szpitalu, ale to wszystko nie jest, aż tak straszne by móc napisać, ze ubiegły rok był zły.

A co bym chciała by przyniósł rok 2011, hmm marzy mi się urlop – tak, to byłoby to – taki tydzień-dwa z mężem i dziećmi, poszłabym też do kina i fryzjera 😆 . Majka pójdzie do przedszkola, więc miło by było, gdyby się tam odnalazła.

Staś w tym miesiącu kończy roczek, więc będzie imprezka, a wcześniej dwie wizyty u audiologa – zobaczymy …